Każdemu z nas zdarzają się tzw. gorsze dni, przecież jesteśmy tylko ludźmi… Jednak niestety nie zawsze mamy do nich prawo, nie możemy ich bezkarnie przeżyć na zapleczu apteki czekając, aż spokojnie miną i odejdą w zapomnienie. Często po prostu musimy zwyczajnie pracować za pierwszym stołem i tak jak co dzień wysłuchiwać różnych historii czy opowieści pacjentów, a nieraz też skarg i narzekań. I w tym momencie zaczyna się pojawiać problem, bo tego jednego dnia nasze nerwy są bardziej napięte i łatwiej nas wyprowadzić z równowagi, a co za tym idzie przeciętny pacjent tym razem wydaje nam się bardziej męczący, a taki trochę marudzący to już w ogóle…
W tym miejscu zazwyczaj powstają konflikty na linii pacjent – farmaceuta. Często z błahych powodów, rzeczy mało ważnych, które urastają do rangi problemów. Najgorsze jest jednak to, że autentycznie czasem trudno coś na to poradzić, bo my jesteśmy jedni, a naszych pacjentów w zależności od dnia z 50 czy 100. I jak tu zachować uśmiech i dobry nastrój przez całe 8 godzin?
Jest to naprawdę trudne, mówię to z całą świadomością, bo sama wiem, że wystarczy taki jeden pacjent w ciągu dnia, który zacznie na nas krzyczeć, wyzywać od złodziei i grozić pozwaniem do sądu, żeby nasz dobry nastrój się schował i został zastąpiony przez zdenerwowanie. W takiej sytuacji czasem nam trudno się odnaleźć, szczególnie jeśli zdarza się tak, że pacjent może nie mieć po prostu podstaw do takiego atakowania nas, jedynie jest bardziej od nas nerwowy, z natury choleryczny i do tego jeszcze mocno schorowany, taka wybuchowa mieszanka zawsze grozi wybuchem i katastrofą.
Dlatego też osobiście uważam, że powinniśmy się nieustannie szkolić w technikach rozmów z pacjentami, bo chyba tylko to daje nam szanse na pokojowe i umiejętne rozwiązywanie powstających konfliktów. Każdy z nas jest inny, ale wbrew pozorom w każdym przypadku można doszukiwać się pewnych analogii i z każdego możemy wyciągać wnioski po to, by następnym razem lepiej sobie z nimi poradzić. Znalezienie w takich przypadkach „złotego środka” jest niezmiernie ciężkie, gdyż wydaje mi się, że tak naprawdę nie istnieje on jako pojedyncza metoda, lecz jest ich zbiorem. Zbiorem sposobów i zachowań służących lepszemu porozumiewaniu się i postępowaniu z ludźmi. Dodatkowo nie możemy zapomnieć, że takie techniki uczą nas samych, dzięki nim możemy poznać siebie lepiej, swoje zalety, ale też i wady i uzmysłowić sobie, co robimy w naszej pracy dobrze, a co powinniśmy jeszcze poprawić. Nie zapominajmy poza tym, ze np. na takich warsztatach szkoleniowych pracujemy często z osobami mającymi doświadczenie w psychologii i ich wiedza i życiowe obserwacje mogą być dla nas naprawdę cennymi wskazówkami. Oczywiście, trzeba tutaj umieć wybrać i ocenić co może być przydatne w naszej pracy w relacjach z pacjentami i postarać się wcielać takie wskazówki w życie, a nie pozostawiać ich tylko w teorii.
Mój końcowy wniosek Moi Kochani Farmaceuci jest mianowicie taki, że nasi pacjenci stawiają nam coraz to większe wymagania, są coraz bardziej oczytani i zorientowani w kwestiach farmaceutycznych i mogą nas jeszcze zaskoczyć ;o)
Dlatego nie lekceważmy tego, uczmy się i szkolmy skoro jest taka możliwość, a właściwie teraz to nawet konieczność, którą powodują właśnie nasi kochani pacjenci :o)
Anilinka